Pierwsze treningi już za nami…

Za nami pierwsze tygodnie zajęć sekcyjnych. Dziękujemy Wam za liczną obecność jest już nas ponad 50 osób.
Z przyjemnością informujemy, że do grona instruktorów dołączył także Bartek Świstowski – Instruktor Wspinaczki Sportowej i Daria Brylov, która zajmuje się wspinaniem sportowym, a startując w zawodach zawsze osiąga wysokie wyniki.

Wszyscy  będziemy dążyli do perfekcji w prowadzeniu zajęć i dbali o Wasz progres. Każdy poważny wspinacz zna wartość szkolenia dlatego dla ułatwienia kontroli postępów treningowych od listopada otrzymacie:
1) rozpiskę treningu;
2) kartę motywacyjną – co dwa miesiące osoba o największej liczbie punktów otrzyma 50% zniżki na zajęcia a wśród pozostałych sekcjowiczy rozlosujemy nagrody;
3) kartę progresu – co dwa miesiące odbędzie się test sprawdzający ilość podciągnięć, siłę maksymalną, trzymanie krawądek, itd.
4) Tworzymy grupę WspinOnWspinAttac która będzie startowała w zawodach czy biegach ( jak Runmagedon) osoby należące do grupy będą miały zniżki na sekcję 10%. Pierwsze zawody już 14.11 w Rzeszowie.
5) Z myślą o tym aby was zachęcić i wyróżnić za wasze osiągnięcia wspinaczkowe w skałach będziemy nagradzać wasz trud firmowymi podkoszulkami:

• 6.3 pomarańczowa podkoszulka
• 6.4 czerwona podkoszulka
• 6.5 niebieska podkoszulka
• 6.5+ czarna podkoszulka
(podkoszulki będziemy systematycznie rozdawać co miesiąc)

6) niedzielny trening FitnessClimbing (ilość osób ograniczona) ale uwaga! słowa „nie mam już siły”, „nie dam rady”, „skóra mnie piecze” itp. będą karane, zatem zastanówcie się czy chcecie to przeżyć. Jest możliwość odrabiana zajęć sekcyjnych na treningach FitnessClimbing.

Aktualny rozkład zajęć w tygodniu:


Rezerwacja
miejsc: wspinonwspin@gmail.com

Cennik karnetów: k-8 120zł, k7-110zł, k6-100 zł, k5-90, k4-80*
Do ceny karnetu należy doliczyć wejście na ścianę.

KalymnosTrip

– hello, how are you?   
– really great (szeroki uśmiech) another day in heaven …           
to fragment rozmowy zasłyszanej w drodze do Grande Grotty, bo Kalymnos wyzwala uczucie ogromnej i nieustającej szczęśliwości. Piękna skała, ciepłe morze, niepowtarzalne widoki i smaczne jedzenie czynią tą wyspę istnym rajem. Bez wątpienia jest to jeden z najlepszych rejonów sportowych, w jakim się wspinaliśmy. Opcja wyjazdu na Kalymnos pojawiła się niespodziewanie. Z ogromną radością kupiliśmy bilety i niecierpliwie odliczaliśmy każdy dzień do wyjazdu, aż w końcu wylądowaliśmy na Kos, potem tylko rejs promem do Pothi, szalona jazda taksówką i tak dotarliśmy do Masouri. Miasteczko jest idealnym miejscem wypadowym w skały i bazą dla większości przybyłych na wyspę wspinaczy ze względu na mnogość kwater, sklepów spożywczych i wspinaczkowych, wypożyczalni skuterów czy restauracji. Po podróży marzyliśmy o przekąsce i zimnym piwie. Sałatka grecka i Mytos podany w zmrożonym kuflu, na tarasie z widokiem na zachodzące za Telendos słońce – pełnia szczęścia. Na wyspie przywitał nas „Lucas” Harazin – polski lokals, który wtajemniczał nas w miejscowe zwyczaje, wspinanie i kuchnię a nawet poławianie gąbek. Nauka greckiego ograniczyła się do 4 podstawowych słów: kalimera – dzień dobry z rana, kalispera – dzień dobry po południu, kalinita – dobranoc i efcharisto – dziękuję.

Wspinanie na Kalymnos to rzeczywiście czysta przyjemność. Nad Masouri góruje ponad 20 sektorów oferujących niesamowite i urozmaicone wspinanie po tufach i niezliczonych naciekach skalnych. Tarcie jest super, po prostu rewelacyjne, podobnie obicie – czasem nawet zbyt częste, ale z drugiej strony idealne dla początkujących. Znaleźć można drogi w każdej formacji, wszystkie dadzą satysfakcje i radochę, od połogu po wielkie przewieszenia, gdzie nogi to zbędny balast. Niektóre rejony oferują długie wspinanie, po 40-50 metrowych drogach. Jeżeli nie mamy ochoty na wietrzenie przedramion to znajdziemy siłowe propozycje z kilkoma trudniejszymi ruszkami. Jest sporo technicznych dróg po niekończących się płytach, ale są także sektory przeznaczone dla początkujących z dużą ilością łatwych dróg, od czwórek do szóstek. Wyjątkowe jest poruszanie się po wiszących stalaktytach, drogi z tufami wymagają nienagannej techniki i dobrego ścisku. Wspinaliśmy się w trybie wakacyjnym, bez parcia na cyfrę, poznając różne sektory, ale promocji na łatwą cyfrę nie dostaliśmy. W najnowszym wydaniu zakupionego przez nas topo znacznie wzrosła ilość przecenionych dróg. Podejście pod skały (20-30 minut) zawsze rozgrzewało nas do czerwoności. Odwiedziliśmy najczęściej uczęszczane rejony czyli Grande Grotta – finezyjnie urzeźbiona, niestety zazwyczaj są długie kolejki „stonki” do dróg , Odyssey – świetna na rozwspin, Spartacus – gdzie można spotkać dużo znajomych twarzy z polskich skał, Arhi, Kalydna – nieco bardziej spionowana i po mniejszych chwytach i jeden z ciekawych niedawno odkrytych sektorów Secret Garden. Najciekawsze przejście Jawora to Gaia 8b. Padła w 4 pr. po wcześniejszych dwóch ześlizgnięciach się ze stopni i kilka 8a, które próbował z os-a spadając za każdym razem tuż przed stanem. Zaliczył za to kilka bułujących oesów w stopniu 7c+, które dały mu się we znaki, bo po zjeździe ze stanu jeszcze przez kilka minut nie potrafił zacisnąć pięści. Buziak generalnie rozkoszował się wspinaniem, satysfakcjonujące i najładniejsze z poprowadzonych dróg to Frapogalo 6c w Secret Garden i Kerveros 7a na Spartacusie.

Po tygodniu dołączyła do nas ekipa w składzie Zuza, Basia, Justyna i Piotrek. Byli tak głodni wspinania, że zaraz po zakwaterowaniu poszliśmy w skały, nie przeszkadzał im nawet lekki deszcz. Grupa nie wiedziała, czego się spodziewać po wspinaniu za polskimi granicami. Pozytywnie zaskoczeni skałą prowadzili drogę za drogą, więc tego dnia wracaliśmy w ciemnościach. Z każdym dniem czuli się coraz pewniej w skałach by w ostatni dzień sięgnąć apogeum w sektorze The Beatch. Gratulacje dla Justyny, która przełamała swój lęk przestrzeni w Grande.

Fantastyczny dzień spędziliśmy na deep water solo, wypożyczyliśmy skutery i z wiatrem we włosach pędziliśmy na drugi koniec wyspy do Vathy, skąd łodzią podpłynęliśmy pod grotę. Drogi startują z wody i mają około 8-12 m. Naprawdę warto było spróbować. Łukaszowi za mało było emocji, więc wykonał skok ze szczytu groty. Poza tym woda była przyjemna (to nic, że słona) słoneczko grzało, było nurkowanie i dużo pływania.

W skałach wesołą atrakcją są kozy, leniwie szwędają się po sektorach i uwaga! kradną kanapki. Przysmakiem są dla nich skórki z bananów. Wieczorami wylegują się na ciepłym asfalcie i niechętnie ustępują miejsca przejeżdżającym i trąbiącym, czasem zamiast kozy wybiegnie kotek lub niezdecydowany królik. W drodze ze skał można spotkać lokalsów sprzedających pyszne owoce i warzywa prosto ze swojej ciężarówki.
Ponieważ nie samym wspinaniem człowiek żyje polecamy posmakować jedzenia w lokalnych knajpach, właściciele są uprzejmi i gościnni, porcje duże, smaczne i w normalnych cenach. Nasza ulubiona restauracja to Aegean Tavern, gdzie serwowano same pyszności, na przykład ciepły chleb prosto z pieca z oliwą, tuńczyk z botwinką czy spaghetti z baraniną. Ale najmilszą niespodzianką były podawane a ciepło niebiańsie! ptysie w miodzie z cynamonem i gałką lodów. Zwyczaj podawania darmowych przystawek, deserów lub wina bardzo nam się podoba.
Wspólne wspinanie, plażowanie, kolacje, wieczorne piwko, wino na tarasie, rozważania jak by przeorganizować swoje życie, pracować zdalnie jak Harazin i przenieść się na stałe na Kalymnos…. relaksujący czas. Pojawił się nawet plan wspólnego zakupu domku na wyspie;) zatem to na pewno nie ostatnia nasza wizyta na Kalymnos.

Sekcje wspinaczkowe – sezon 2015/2016

„Najtrudniejszą częścią treningu jest jego rozpoczęcie”.

Lato minęło, ale to nie oznacza, że zwalniamy tempa..  od połowy października (19.10.2015) startujemy z zajęciami sekcyjnymi. Odbywać się będą na nieco innych zasadach niż dotychczas, tak by lepiej i efektywniej Wam się trenowało. Grupy będą mniejsze, a przez to progres łatwiejszy do osiągnięcia. Ponieważ chętnych jest sporo do grona instruktorów dołączy Łukasz i Przemek, co pozwoli na prowadzenie równolegle dwóch zajęć.
W poniedziałki i środy sekcje prowadzone będą na ReniSporcie, we wtorki i czwartki na Avatarze. W niedziele zapraszamy sekcjowiczy na”fitness climbing” w celu podtrzymania dobrej kondycji.

Terminy:
plan jazdy
Rezerwacja miejsc: wspinonwspin@gmail.com
Cennik karnetów: k-8 120zł, k7-110zł, k6-100 zł, k5-90, k4-80*
Do ceny karnetu należy doliczyć wejście na ścianę.

* w październiku zniżka k4-60zł

Obóz wspinaczkowo – tenisowy na Frankenjurze

DSC_0808
Skończyły się wakacje. Minęły upały. Słońce jakby przygasło. Dni są coraz krótsze. Zrobiło się chłodniej. Ale wspomnienia mamy wspaniałe, mimo że minęło już trochę czasu od ostatnich uderzeń rakietą, czy magnezjowania rąk przed wspinaniem. „Frankejura” 😉 okazała się doskonałym miejscem na wakacje, gdyż sporo skał ukrytych jest w lesie a temperatura tego lata sięgała 43 stopni. Atrakcji było co niemiara – wspinaczka, tenis ziemny, rowery, park linowy, basen, zwiedzanie, golf, poker, gitara – a to wszystko w zaledwie 8 dni. Dopisała pogoda i humory. Wychodziliśmy rano a wracaliśmy wyczerpani wieczorem. Razem z Maćkiem i Beatką dbaliśmy by wszyscy bezpiecznie i z uśmiechem na twarzy bawili się dobrze podczas obozu a zadaniem Cherii, jak przystało na psa pasterskiego, było pilnowanie by żadne z dzieci nie odeszło zbyt daleko od stada. Dobór dróg był podyktowany poziomem mocy. Generalnie każdy z uczestników zdobył swój cel wspinaczkowy, czego dowodem są zdjęcia z uśmiechniętymi buziami. Z radością obserwowaliśmy osoby, które w mig połknęły wspinaczkowego bakcyla. Pod koniec wyjazdu zorganizowaliśmy grę terenową. Podzieleni na grupy uczestnicy biegiem! wystartowali do ośmiu wskazanych na mapce miejsc ulokowanych na terenie miasteczka Pottenstein, w których czekały na nich ciekawe wyzwania. Zaciętą rywalizację wygrała drużyna Asi i Arka. Basia i Dominika nie zaliczyły ani jednej gry w tenisa. Wyzwaniem były dla nich szare, niepozorne skały i ringi startowe na wysokości przyprawiającej o zawrót głowy. Powoli, nieśmiało dziewczyny uwierzyły w swoje siły i nie zważając już na odległości między wpinkami z zapałem walczyły o każdy ruch. Można by dużo opowiadać o pobycie, bo było po prostu super! Polecamy naszą kwaterę a gospodarzom dziękujemy za niezwykle miłe i gościnne przyjęcie, za smakołyki w pokojach, za ciasto i dżemy własnej roboty, za piwo bez którego trudno wyobrazić sobie kolację po całym dniu wspinania oraz za wspaniałą niespodziankę w postaci „wieczorku niemieckiego”, na który przygotowali pyszności kulinarne z Bawarii, czyli różne sałatki i wursty z grilla. Całej ekipie dziękujemy za dobrą zabawę i nowe inspiracje.

WspinOnWspin na wakacjach

Zapakowaliśmy samochód i wyruszyliśmy w drogę. Pierwszy przystanek – Pottenstein, gdzie we frankońskich lasach chowaliśmy się przed upałem. W przerwach od pracy na obozie wspinaczkowo – tenisowym odwiedziliśmy słynne Eldorado, gdzie padło Nightmare 8b – kilka sprężających ruchów w mega przewieszeniu. Beatka poprowadziła Heldbrau 7a, klasyk na Heldwand.


Po tygodniu picia bawarskiego piwka i zajadaniu wurstsalat wyjechaliśmy na kilka dni do Khelu, miasteczka przy granicy francusko-niemieckiej (serdecznie dziękujemy za ciepłe przyjęcie). Koniecznie przecież musieliśmy zawitać do ulubionej małej Grotte du Brotsch, gdzie padły dwie 8a Brombeer Zeit i Le Temps T. Ponieważ nie lubimy siedzieć długo w jednym miejscu po odpoczynku wyruszyliśmy do naszego głównego celu podróży.

Rodellar, czyli wspinanie a muerte! po drogach w rozmiarze XL

Nadszedł czas by sprawdzić efekty zimowego treningu siłowego. Rodellar przyciąga wspinaczy z całego świata, ale także miłośników canyoningu, kolarzy i wczasowiczów, stałych mieszkańców jest zaledwie kilkunastu. Tamtejsze sektory są piękne, wspinanie długie i wytrzymałościowe. Panuje tam świetna atmosfera około wspinaczkowa. Refugio Kalandraka i Camping Mascun organizują liczne fiesty i klimatyczne koncerty do rana czy slajdowiska. Niepowtarzalny klimat tworzy oczywiście kanion. Woda rozdziela na pół sektory wspinaczkowe, niestety jest bardzo zimna! nawet w sierpniu. A trening sprawdził się w 100 procentach.

DSC_0947

Klasyk Rodellaru Hulk 8b+ padł po 3 dniach, co pozwoliło na wstawienie się jeszcze w kilka innych zacnych dróg. Konieczny będzie jednak powrót, aby je dokończyć. Beatka doładowała na El Camino i poprowadziła między innymi 7a i dwie 7a+ w tym słynną Toma Castanazo.

Przed powrotem, stojąc nad kanionem przez chwilę patrzyliśmy na sektory w milczeniu. Żal odjeżdżać. Niezwykłe uczucie. Niezwykłe miejsce. I już wiemy, że na pewno tam wrócimy. Pozostałą nam płynność ruchu i wytrzymałość planujemy wykorzystać na Kalymnos już w październiku :)

Kalymnos – obóz wspinaczkowy (październik 2015)

Wyspa gąbek, wspinaczy i cudnych widoków…

home3

Kalymnos to spokojna wyspa na Morzu Egejskim, pełna urokliwych zakątków. Skalne ściany opadają stromo wprost do morza, kryjąc malownicze zatoczki. Pomalowane jaskrawo domy wznoszą się kaskadowo wzdłuż zatoki. Wśród turystów znana z połowów naturalnych gąbek a dla wspinaczy jedno z najpiękniejszych miejsc. Na Kalymnos jest wiele plaż, można znaleźć naprawdę urocze miejsca do opalania, kąpieli w przecudnie ciepłym morzu i zapomnieniu o całym świecie. Stolicą wyspy jest miasteczko Pothia, kolorowe i głośne, pełne tawern, restauracji i kafejek. Z miasta prowadzą kręte drogi, biegnące wzdłuż wybrzeża a niekiedy w głąb wyspy przecinając wioski, dając tym samym możliwość podziwiania wielkich skał. Baza noclegowa jest w Masouri, nad samym morzem. Wieczór na Kalymnos to czas magiczny, wszystko jest kolorowe, pastelowe, potem powoli ciemnieje, a dzień powoli tonie przy widoku Telendos.

Wspinaczkowe eldorado

IMG_5319

Kalymnos jest jednym z najlepszych miejsc na świecie do uprawiania wspinaczki. Prawdziwy raj na ziemi z trasami na wszystkich poziomach zaawansowania, ze wspaniałymi przewieszeniami i naciekami skalnymi. Wyspa znana jest z różnorodności formacji, sopli, kolumn, kalafiorów, kaloryferów, grot. Oferuje ponad dwa tysiące niesamowitych dróg wspinaczkowych, doskonale ubezpieczonych. W przerwie od wspinania można zażywać kąpiel morskich i słonecznych. W wolnej chwili można wybrać się  na wycieczkę skuterem. Nie ma  nic przyjemniejszego niż wiatr we włosach. Widoki ze szczytów stromych klifów na długo pozostaną w pamięci, są niesamowite i niepowtarzalne. Na trasie można spotkać kozy, a koło drogi małe kramiki z lokalnymi produktami. Miasteczko jest świetnie zorganizowane turystycznie, tętni życiem do późnego wieczoru. Sklepy spożywcze są dobrze wyposażone, a ceny normalne. Polecamy obowiązkowo wypróbować miejscowe knajpki i restauracje, które serwują lokalne przysmaki, greckie wino i kultowe piwo Mythos. Sałatka grecka podlana kalymnoską oliwą smakuje niebiańsko.

Termin:
Termin : 11.10.2015 (niedziela) – 18.10.2015 (niedziela)
Ilość miejsc: 8 / pozostały 3 wolne miejsca

Koszt:
250 euro/ 1 os. (bez biletu lotniczego –  aktualna cena z Krakowa w dwie strony 600-800 zł)

Zakwaterowanie:
apartamenty (2.3. lub 4.osobowy)

Cena obejmuje:
– noclegi
– koszt organizacji, zdjęcia i/lub film z wyjazdu
– opiekę instruktorską
– niezbędny sprzęt sportowy
– nurkowanie
– wycieczkę skuterami

Informacje o ofercie: Michał Jaworski tel.:663931161
Zgłoszenia należy wysyłać na adres: wspinonwspin@gmail.com

Bo wszystko ma swój początek – 8 lat pracy trenerskiej cz.II

Grupę męską reprezentują Mirek, Matys, Harazin, Przemo, Rafał oraz Nikodem. Wszyscy Ci panowie trenując razem dążyli do uzyskania nadprzyrodzonej mocy i niekończącej się wytrzymałości.

10361373_10205783365645843_9144244270763736062_n

Mirek jest znany ze swojej nadprzyrodzonej  mocy, której jeszcze nie udało mu się w 100% wypuścić na światło dzienne. Przechodząc koło drążka nie wiadomo dlaczego drążek zawsze czuje się zawstydzony mocą tego Pana. Wspinając się w Bolechowicach Mirek przeszedł Wariacje i Przybycie Tytanów obie za 6.5+. Dróg w stopniu 6.5 jest wiele, ale najważniejsze że Mirek „bawi” się wspinaniem i skupia bardziej na podróżach niż na samych cyferkach.

Matys, podążając za swoją żoną, pokonał Wariacje i Przybycie Tytanów 6.5+. Niektórzy mieli przyjemność trenować pod Jego okiem na sekcji, podczas zastępstw. Jako pierwszy z grupy został w tym roku ojcem, co oznacza +5 do siły, dlatego czekajmy na wiadomości o mocnych przejściach, bo na pewno coś się będzie działo pomiędzy przewijaniem pampersów a pracą.

DSC_0317Harazin jest znany ze swojej nieskazitelnej  psychy, przez co  do czerwoności angażuje asekuranta, który pamięta jego przejścia jeszcze długo po :)  Łukasz, mogąc  pracować zdalnie, podróżuje  po całej Europie. Wspinał się w najciekawszych rejonach wspianczkowch jak  Kalymnos, Siurana, Rodellar czy El Chorro. Jego najlepsze przejście to 8a w Cheddar. Na chwilę zawitał do Polski dlatego  czekamy na przejścia z polskich białych wapieni, gdzie cyfra nie jest łatwa.

10370830_561240363980833_268860132034321806_n

Przemo pokonał we wspinaczkowym raju, czyli na Kalymnos 7b+. Pomyśleć co by się działo, gdyby zgięcie ze ściany miało przełożenie w skałach. Czekamy na ten moment.

 

Całkiem niedawno do grupy „koni” dołączył także Andrzej Rapacz wpinając się w zjazdowy na 7 nieszczęściach z Albatrosa 6.5+ i udowodnił, że warto trenować i dążyć do przekraczania własnych granic !

Rafał (Frodo) i Nikoś jeszcze nie pokonali 6.5+ ale mamy nadzieje, że niebawem dołączą do grupy „koni”. Rafał pokonał dwie 6.5 –  „Murarza” i „Będkowskiego Playboya” obie na Dupie Słonia w Dolinie Będkowskiej. Warto też wspomnieć, że Nikoś to osoba, która nigdy się nie poddaje i walcząc z przeciwnościami życia trenuje  i goni  grupę „koni” dlatego  dajemy mu naprawdę  w pełni zasłużoną gwiazdkę.

Największą satysfakcją jest świadomość,  że każdy z podopiecznych nie odpuścił treningów, znalazł swoje własne miejsce we wspinaniu,  a sport ten stał się stałym elementem ich życia.

Bo wszystko ma swój początek – 8 lat pracy trenerskiej cz.I

To już 8 lat trenowania i dzielenia się swoją pasją z innymi, więc nadszedł czas by przedstawić osiągnięcia swoich podopiecznych, którzy teraz już sami wspinają się coraz lepiej i pną się do góry po szczeblach wspinaczkowej skali trudności nabywając przy tym coraz większego doświadczenia. Kolejne mocne przejścia napełniają dumą i dają poczucie satysfakcji nadając sens pracy i chęć do dalszego rozwoju.
Największe słowa uznania należą się jednej z pierwszych grup, która już 7 lat temu poskramiała przewieszenia Fortecy. Zostając po godzinach i ścierając listewki z kampusa szlifowała formę pod skały. Zacznijmy od płci pięknej i nie słabszej! Ola, Karola i Kasia zasługują na największe pochwały. Trenowały kilka lat tak samo mocno jak mężczyźni czego dowodem są ich mocne przejścia. Wszystkie dziewczyny pokonały trudności 6.5+ i dopiero się rozkręcają.

Karola Szatanik zawsze musi mieć ostatnie słowo! na treningach wiedziała jak ćwiczyć, żeby się za bardzo nie zmęczyć :). Uwielbia polskie piony, po których porusza się z gracją i dużym zapasem. Jej największe sukcesy to pokonanie klasyków naszej Jury. Jej szponem padły takie klasyki jak Nagły atak murarza 6.5/+ (Dupa Słonia), Wariacje 6.5+ (Dolina Bolechowicka). Pani Dyrektor na swoim koncie ma kilkanaście dróg w stopniu 6.5 a w śród nich takie klasyki jak Chiński Maharadża, Super nity czy Wzlot. Gratulacje i czekamy na kolejne przejścia.

262413_1880973595095_4142725_n

Ola Gdowska tak naprawdę jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa i czekamy na jej powrót ze zdwojoną siłą. Jej atutem jest nie tylko trzymanie małych chwytów, ale także prawdziwa moc i siła, jakiej by się nie powstydził żaden facet. Ola, podobnie jak Karola zrobiła Wariacje 6.5+ i kilka klasyków za 6.5.

Kasia Janicka często wyjeżdża za granicę i wspina się  w najlepszych sektorach  Europy. W Rodellar pokonała słynną Gracias Fina 8a, 30-metrową drogę z przepiękną ekspozycją.  Pod opieka „Krzysia” Bunscha mocno podniosła swój poziom i nie poprzestała na laurach pokonując ostatnio Czerwone światła na Monte Cassino 6.5+ na Sokolicy. Kasia startuje także w zawodach bulderowych. Trzymamy mocno kciuki za miejsca na podium. Wiemy, że Kasia w tym roku podbija USA, czekamy na ciekawe zdjęcia, relacje i oczywiście mocne przejścia.

3…2…1… Runmageddon start!

22503_10204825312619028_7041055133006349740_nEkipa WspinOnWspin Attack (Jawor, Piter, Marysia, Martyna, Wiola, Aga, Przemo, Nikoś i Harazin) stawiła się o 13: 00 na starcie biegu zwanego RunMageddon w Myślenicach, jako najtwardsi zawodnicy. Armagedon to ostateczna bitwa pomiędzy dobrem a złem, w biegu to My byliśmy tymi dobrymi i przez 8 km walczyliśmy z 30 przeszkodami, które stały na naszej drodze. Aby je pokonać, trzeba było wspinać się, czołgać, zbiegać, podbiegać, brnąć w błocie, skakać, zmierzyć z wodą czy lodem!
Przed startem organizatorzy zadbali o rozgrzewkę, po chwili wystartowaliśmy z wielkim entuzjazmem i zapasem sił. Początkowo utworzyły się 2 grupy, do przodu ruszyły dziewczyny Marysia i Martyna, które okazały się czarnymi koniami tego biegu a zaraz za nimi Piter, Jawor i Przmo. Reszta kilkadziesiąt metrów za nami tworzyła 2 front. Już po 200 metrach czekała na nas niespodzianka – głęboka dziura z wodą do pasa, w którą z rozkoszą trzeba było wskoczyć. Od tego momentu każdy z nas wiedział jak smakuje błoto, a ilość podbiegów i skarp, z których trzeba było zjechać na tyłku, bo było ślisko była tak duża, że trudno zliczyć.
1908141_10204825320779232_4500975818566075376_n
Szczególną przeszkodą były orzeźwiające kontenery z wodą, do których ekipa regularnie   dosypywała świeżego lodu a trzeba było zanurzyć się całkowicie i przepłynąć pod belką, mięśnie zostały zmrożone, całkowicie zesztywniały, żeby dojść do siebie trzeba było odczekać dobrą chwilę. Na pewno wszyscy zapamiętają ten moment, gdy trzeba było się zdecydować na zanurzenie w drugim basenie – bezcenne! Niezły szok termiczny, by wytrwać, trzeba mieć naprawdę twardą psychę. Najfajniejszą frajdą była z ślizgawka, na końcu której czekała sadzawka z błotem – jak w Aqua parku tylko jeszcze fajniej :)
17703_10204825318539176_8725603702151573543_n
Siła tkwi we współpracy drużynowej, więc nasza ekipa pomagała sobie jak mogła. Podciągaliśmy się wzajemnie na przeróżnych przeszkodach, wspieraliśmy się i mobilizowaliśmy się do jeszcze większego wysiłku, wiadomo karma wraca :) Przeszkody ułożone były tak, żeby jak najbardziej nas zmasakrować, ale przede wszystkim była świetna atmosfera. Chociaż nastawiliśmy się bardziej na zabawę niż na wynik w końcowej kwalifikacji zajęliśmy 6 miejsce na 70 drużyn. Jak na pierwszy raz to super wynik. Za metą pada się ze zmęczenia, serce bije tak szybko i mocno jak nigdy wcześniej, czuje się spokój i szczęście bo dało się z siebie wszystko! dlatego zachęcamy do spróbowania swoich sił w następnej edycji. Dla wszystkich gratulacje i podziękowania za dobrą zabawę. To było coś niesamowitego. Już nie możemy się doczekać następnego wyzwania a tymczasem mission completed.

10300429_10204825325619353_8199621236401753954_n

12 dróg pod Krakowem, które trzeba zrobić :)

hires2Przygotowaliśmy dla Was 12 podkrakowskich dróg do złojenia. W każdej z trudności od VI do VI.5+ wybraliśmy po jednej perełce. Sezon dopiero tak naprawdę się zaczyna, więc jest jeszcze sporo czasu na odhaczenie dróżek.
1) VI „Nowe prostowanie Diagonalki” D.Będkowska Łabajowa – droga na rozruch jak znalazł, bardzo ładna.
2) VI+ „Massdamer” Skała nad potokiem – piękna od początku do końca, brak wyślizgania wzmaga radochę i chęć wspinania się wyżej niż stanowisko. Końcówka zaskakująca, to jak znaleźć pustą butelkę po wodzie na pustyni :)
3) VI.1 „Płyta Sasa” D. Będkowska Dupa słonia – niech nie zniechęca Was ta długa, świecąca się skała, odwdzięcza się ona co raz to przyjemniejszymi ruchami, co prawda u samej góry czeka mały „kraken”, ale jesteście jak spartanie i nie odpuszczacie!
4) V.1+ „Lewa ręka w ciemności” D. Będkowska Łabajowa – droga oferuje wszystko, co przyjemne, balderek w przewieszeniu po mega dobrych chwytach i czujne dojście do stanowiska, gdzie uśmiech na twarzy za zrobioną drogę jest gwarantowany.
5) V.2 „Droga Skwirczyńskiego” D. Będkowska Sokolica – gdy ktoś patrzy na tą największą skałę na jurze południowej niech wie, że w środku ściany ukrywa się 14 ringów prowadzących do topu przepięknej drogi.
6) V.2+ „Dziurka prezesa” Słoneczne – specyficzna, jurajska droga, którą trzeba mieć w kajecie, w tym przypadku rozmiar ma znaczenie.

7) V.3 „Blake wieczny łowca” Kręta – Blake to ukryty krwiożerca czekający na swoje ofiary w lesie, propozycja czysto męska.
8) V.3+ ”Boskie Buenos” J.Mamutowa – topując na drodze przechodzisz na następny level, do świata pełnego trudnych ruchów i kwasu mlekowego.
9) V.4 „Primadonna” D.Będkowska Dupa słonia – droga unisex, piękna :) a jak powszechnie wiadomo piękno onieśmiela, dlatego może nie jest tak często topowana.

10) V.4+ „Cztery pory roku” D. Będkowska Wielka Turnia – droga legenda ukryta w lesie, wycena to odniesienie do dawnych czasów, gdzie nic nie przychodziło za darmo. Pod okapem czeka kilka ciekawych ruchów, specyficznych dla rys.
11) V.5 „Nienasycenie” D. Będkowska, „Chiński Maharadża” D. Bolechowicka – nie mogłem powstrzymać się i wybrałem obie drogi :) czasem jest tak, że masz smaka na coś słodkiego a zaraz potem przychodzi ochota na burgera z Kazimierza, podobnie i tutaj mamy dwa różne typy dróg, „Nienasycenie” oferuje piękny kawał dobrego wspinania, Korczakowy ruch jest jak loteria, możesz go powtarzać nieskończoną ilość razy. „Maharadża” podczas wspinania przypomni, czym jest skupienie do samego końca i nie pozwoli odpocząć. Jest to jedyna droga, na której poczujesz łydę :) Wybór należy do Ciebie.
12) V.5+ „Przybycie tytanów” D.Bolechowicka – nic tak nie cieszy jak osiągnięcie celu, który nie przychodzi łatwo. Droga oferuje przepiękne wspinanie przez całą ścianę Abazego w malowniczym otoczeniu skał i strumyka.